5 września 2015

Kielich

Psalm 23 znają nawet niektórzy ludzie, którzy nie mieli Biblii w ręce i nie wiedzą jaki nosi numer. Ja również jeszcze jako niewierzący człowiek zachwycałem się nim, choć, jak się później okazało, niewiele z niego rozumiałem.
Psalmista pisze m.in. o kielichu. Choćbym nawet szedł ciemną doliną zła się nie ulęknę, boś Ty ze mną, łaska twoja i kij twój mnie pocieszają. Zastawiasz przede mną stół wobec nieprzyjaciół moich, namaszczasz oliwą głowę moją, kielich mój przelewa się [Psalm 23:4-5]. Nie ma wątpliwości, że chodzi tutaj o pełnię Bożego błogosławieństwa, o obfitość łaski.
Myślę, że tak symbolikę kielicha rozumieli także apostołowie Jakub i Jan gdy Jezus odpowiedział im na ich prośbę: Spraw nam to, abyśmy siedzieli w chwale twojej, jeden po prawicy twojej, a drugi po lewicy. A Jezus im powiedział: Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja piję albo być ochrzczeni tym chrztem, którym Ja jestem ochrzczony? Odpowiedzieli mu: Możemy. Wtedy Jezus rzekł im: Kielich, który ja piję, pić będziecie, i chrztem, którym jestem ochrzczony, zostaniecie ochrzczeni [Ewangelia Marka 10:37-39]. Odpowiedzieli zapewne z zapałem i uśmiechem „Możemy!”, marząc już zapewne o kielichu pełnym błogosławieństw. Bo jakiż inny kielich ich zdaniem miałby pić Jezus? Ale Jezus miał na myśli oczywiście inny kielich, pełen cierpienia.
Jakub i Jan boleśnie przekonali się o zawartości tego kielicha (choć nie mieli wtedy wątpliwości, że warto go wychylać). W psalmach i w księgach prorockich kielich nie zawsze oznacza to co w psalmie 23. Ale wydaje mi się, że apostołowie wyczytywali wówczas z Pism to, co chcieli z nich wyczytać.
Jaka z tej historii nauczka dla nas? Po pierwsze warto uważnie czytać całe Słowo Boże. Czy nie czytali Go wybiórczo faryzeusze, uczeni w piśmie, zeloci czy inne żydowskie środowiska tamtych czasów? Żydzi zwracali przede wszystkim uwagę na obietnice Bożych błogosławieństw dla Izraela, zamykając oczy na przestrogi, napomnienia i zapowiedzi sądu. Czytajmy uważnie, wyciągając wnioski i przychodząc do Słowa Bożego z otwartym sercem, chłonnym na wszystko co Pan chce do nas powiedzieć. Nie przepuszczajmy Biblii przez filtr naszych „przemyśleń”, przekonań, uprzedzeń, obaw.

1 września 2015

Potrzeba jasnej odpowiedzi

Czytelnicy Biblii znają doskonale historię o spotkaniu dwóch uczniów z Jezusem w drodze do Emaus. Było to wkrótce po zmartwychwstaniu. Jak większość Żydów ci uczniowie upatrywali istoty misji Mesjasza w zwycięstwie nad zewnętrznymi wrogami i odbudowaniu królestwa Izraela. Krótko mówiąc - ograniczali ją wyłącznie do spraw ziemskich, materialnych. Jest oczywiste, że w takim wymiarze Jezus poniósł klęskę w ich oczach.
A gdy tak rozmawiali i nawzajem się pytali, sam Jezus, przybliżywszy się, szedł z nimi. Lecz oczy ich były zasłonięte, tak że go poznać nie mogli. I rzekł do nich: Cóż to za rozmowy, idąc, prowadzicie z sobą? I przystanęli przygnębieni. A odpowiadając jeden, imieniem Kleopas, rzekł do niego: Czyś Ty jedyny pątnik w Jerozolimie, który nie wie, co się w niej w tych dniach stało? Rzekł im: Co? [Ewangelia Łukasza 24:15-19].
Czyżby Jezus nie wiedział, co się wydarzyło w Jerozolimie? Przecież to On był głównym bohaterem tych wydarzeń! Dlaczego więc zadał uczniom to pytanie zamiast od razu cierpliwie im wszystko wyjaśnić?
Wydaje mi się, że chciał aby sami jednoznacznie wyartykułowali jak widzieli to co stało się w święto Paschy. Aby sami usłyszeli co mówią. Oni zaś odpowiedzieli mu: Z Jezusem Nazareńskim, który był mężem, prorokiem mocarnym w czynie i w słowie przed Bogiem i wszystkim ludem, jak arcykapłani i zwierzchnicy nasi wydali na niego wyrok śmierci i ukrzyżowali go. A myśmy się spodziewali, że On odkupi Izraela, lecz po tym wszystkim już dziś trzeci dzień, jak się to stało. [Ewangelia Łukasza 24:19-21] Wprawdzie dodali jeszcze dwa zdania o tym, że kobiety znalazły pusty grób Jezusa, ale nie wiedzieli tak naprawdę co o tym sądzić.
Dopiero po tak jasnej i jednoznacznej deklaracji ich niewiary i niezrozumienia zapowiedzi Pism o zmartwychwstaniu Mesjasza, ba - także wielokrotnych zapowiedzi samego Jezusa, Mistrz mógł skonfrontować ich w pełni z rzeczywistością zmartwychwstania. Dopiero wtedy sytuacja stała się na tyle jasna iż głęboki sens miało to, że począwszy od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co o nim było napisane we wszystkich Pismach [Ewangelia Łukasza 24:27].
Znaczenie każdej sytuacji opisanej w ewangeliach nie ogranicza się do wydarzenia minionego. Tak jest i w tym przypadku - wymaga od nas wyciągnięcia wniosków na dzisiaj, dla naszego życia. Jezus pragnie wyraźnie usłyszeć od nas co w naszym rozumieniu wydarzyło się w Jerozolimie dwa tysiące lat temu. Co dla nas oznacza jego ukrzyżowanie, pusty grób i świadectwo o zmartwychwstaniu.

8 sierpnia 2015

Jak Chrystus umiłował Kościół?

W rozdziałach piątym i szóstym listu do wierzących w Efezie apostoł Paweł wypowiada kilka zaleceń skierowanych do mężów, żon i dzieci a także do sług, będących przecież domownikami w zamożniejszych rodzinach. Jako czytelnicy Słowa Bożego często przebiegamy tylko wzrokiem te fragmenty, uważając, że dobrze je znamy i wiemy dokładnie jakie Paweł stawiał wymagania domownikom. Ja przynajmniej często tak robiłem. Do czasu. Ostatnio zatrzymałem się dłużej nad fragmentem Mężowie, miłujcie żony swoje, jak i Chrystus umiłował Kościół i wydał zań samego siebie [List do Efezjan 5:25].
Co tak naprawdę oznaczają słowa apostoła? Czy mężowie mają oddawać swoje życie za żony w sensie dosłownym? A może to tylko taka przenośnia?
Przenośnią na pewno nie było życie i śmierć Jezusa. On naprawdę oddał swoje życie za tych, którzy w Niego uwierzyli i innych, którzy dopiero mieli (mają) uwierzyć. Paweł z pewnością nie żartował i miał zapewne na myśli realne oddawanie życia wówczas gdy byłaby taka potrzeba.
Ale Jezus wydał samego siebie nie tylko w sensie śmierci. Oddawał całe swoje siły i swój czas po to by objawiać ludziom prawdę o Królestwie Niebieskim. Albowiem Syn Człowieczy nie przyszedł, aby mu służono, lecz aby służyć i oddać swe życie na okup za wielu [Ewangelia Marka 10:45]. Uważny czytelnik ewangelii może dostrzec jak intensywne w sensie służby było życie Jezusa, z jaką determinacją cały swój czas poświęcał innym, noce spędzając na modlitwie (też z pewnością nie wypełnionej prośbami o własne potrzeby).
Oddawanie życia za innych jest wpisane w egzystencję chrześcijanina. Apostoł Jan pisał [1 List Jana 3:16]: Po tym poznaliśmy miłość, że On za nas oddał życie swoje; i my winniśmy życie oddawać za braci. Oddawać życie służąc, ułatwiając życie, wyzbywając się własnych żądań i zachcianek, rezygnując z egoizmu, poświęcając swój czas w modlitwie.
Za braci, a cóż dopiero za żony!

13 lipca 2015

Anielskie zdziwienie

Za każdym razem kiedy czytam opis wniebowstąpienia Jezusa i ukazania się aniołów zdumiewam się tą sceną. Ale chyba przede wszystkim zdumiewa mnie to co powiedzieli aniołowie do apostołów, ich… hmmm… obcesowość? Bo co w tym dziwnego, że uczniowie Jezusa stali wpatrzeni w niebo, gdzie za obłokiem zniknął ich mistrz? Pierwszy raz widzieli przecież coś tak zdumiewającego. Nie wyobrażam sobie wręcz by ktokolwiek zachował się inaczej w takiej sytuacji. Ale cóż, widocznie aniołowie zachowali by się inaczej… I gdy tak patrzyli uważnie, jak On się oddalał ku niebu, oto dwaj mężowie w białych szatach stanęli przy nich. I rzekli: Mężowie galilejscy, czemu stoicie, patrząc w niebo? Ten Jezus, który od was został wzięty w górę do nieba, tak przyjdzie, jak go widzieliście idącego do nieba. [Dzieje Apostolskie 1:10–11]
Czterdzieści dni wcześniej, gdy kobiety przyszły do grobu Jezusa i nie znalazły Go tam również spotkały się ze zdziwieniem aniołów, oczekujących od nich jakby zupełnie innej reakcji: Gdy były z tego powodu zakłopotane, stało się, że oto dwaj mężowie przystąpili do nich w lśniących szatach. A gdy się zatrwożyły i schyliły twarze ku ziemi, oni rzekli do nich: Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? [Ewangelia Łukasza 24:4–5] „No jak to: dlaczego?” – aż się ciśnie na usta. „A skąd mielibyśmy wiedzieć gdzie go szukać?!”
Ale takie reakcje aniołów, których w Słowie Bożym jest całkiem sporo (zachęcam do ich szukania), powinny dać nam do myślenia. Skoro reagujemy wciąż tak samo jak apostołowie w dniu wniebowstąpienia i tak jak kobiety u pustego grobu to znaczy, że jesteśmy w tym samym miejscu co oni (one). Czyli – tak samo zagubieni, niewiele rozumiejący, nie odczytujący we właściwy sposób słów Jezusa. Czyli – nie mający jeszcze Ducha Świętego… ?
Czy zatem aniołowie reagowali w taki sposób, bo wszystko rozumieli, byli wszechwiedzący? Z tego co Biblia objawia nam o naturze aniołów możemy wnioskować, że bynajmniej nie. Są jedynie posłańcami i sługami. O dziwo dowiadujemy się wręcz, że wiedzą mniej niż my, wierzący i pragną się od nas czegoś nauczyć!
Apostoł Paweł pisze do zboru w Efezie o swojej misji głoszenia ewangelii i pojmowaniu „tajemnicy Chrystusowej”: …I abym na światło wywiódł tajemny plan, ukryty od wieków w Bogu, który wszystko stworzył, aby teraz nadziemskie władze i zwierzchności w okręgach niebieskich poznały przez Kościół różnorodną mądrość Bożą [List do Efezjan 3:9–10]. Apostoł Piotr z kolei pisał o prorokach Starego Testamentu: Im to zostało objawione, że nie sobie samym, lecz wam usługiwali w tym, co teraz wam zostało zwiastowane przez tych, którzy w Duchu Świętym zesłanym z nieba opowiadali wam radosną nowinę; a są to rzeczy, w które sami aniołowie wejrzeć pragną [1 List apostoła Piotra1:12]. Wow! Czuć jakby ciężar odpowiedzialności… A więc może czas przestać się dziwić i „szukać żyjącego wśród umarłych”?
Pokrzepia mnie (ale i zawstydza jednocześnie) zachowanie Jana i Piotra, którzy uzdrowili kalekę w świątyni. …zbiegł się do nich cały lud zdumiony do przysionka, zwanego Salomonowym. Ujrzawszy to Piotr, odezwał się do ludu: mężowie izraelscy, dlaczego się temu dziwicie i dlaczego się nam tak uważnie przypatrujecie, jakbyśmy to własną mocą albo pobożnością sprawili, że on chodzi? [Dzieje Apostolskie 3:11–12] To samo „anielskie” zdziwienie, ta sama perspektywa! A przecież co niezwykłego w tym, że ludzie dziwią się temu, iż podskakuje człowiek, który od urodzenia nie chodził? Ale „naturalne” zachowania ludzi, którzy nie dostrzegają duchowej rzeczywistości zaczynają być dziwne i niewytłumaczalne dla Jana i Piotra.
Ci apotołowie przeżyli już wtedy napełnienie Duchem Świętym, co zupełnie zmieniło ich perspektywę. Ale jest jeszcze coś, co zwraca moją uwagę. W cytowanym już liście do Efezjan Paweł pisze [2:5–6]: I nas, którzy umarliśmy przez upadki, ożywił wraz z Chrystusem - łaską zbawieni jesteście - i wraz z nim wzbudził, i wraz z nim posadził w okręgach niebieskich w Chrystusie Jezusie. Ci, którzy uwierzyli zostali „posadzeni w okręgach niebieskich”. W przytoczonym wcześniej fragmencie czytamy kto tam przebywa. I teraz jest już jasne, dlaczego powinniśmy mieć „anielską” perspektywę w patrzeniu na to co nas otacza.

7 maja 2015

Ręce w kieszeniach

Do dziś mam gdzieś na półce płytę Mariusza Lubomskiego z jego swego czasu wielkim przebojem „Ręce w kieszeniach”. Wiele lat temu ta piosenka była moim (a sądzę, że nie tylko moim, bo trafiła dobrze w swój czas i nastroje młodego pokolenia) swoistym manifestem życiowym. Ręce w kieszeniach – symbol dystansu do otaczającego świata, braku przesadnego zaangażowania w cokolwiek, luzu. Wtedy nikt chyba nie postrzegał takiego zachowania negatywnie.
Zmieniło się. Zmienił się model społecznych zachowań, zmieniły się wzorce. Ręce w kieszeniach (nie mówię o jednostkowych zachowaniach a o pewnej postawie) to dzisiaj raczej synonim braku szacunku, zachowania na pograniczu… niegrzeczności, zbytniej pewności siebie czy nawet buty. Nie wiem do końca co wpłynęło na tę ewolucję w ocenianiu zachowań społecznych i zastanawianie się na tym nie jest celem tego posta.
Zmieniło się jednak przede wszystkim we mnie. Dla mnie samego rozmowa z kimś, gdybym trzymał ręce w kieszeniach jest nie do pomyślenia, jest oznaką wręcz chamstwa i pogardy dla rozmówcy. Kiedy nawróciłem się podobna postawa była także nie do pomyślenia w modlitwie. I nie chodzi mi tylko o dosłowną, fizyczną postawę ale także o „duchowe ręce w kieszeniach” – brak skupienia, rozbieganie myśli, poprzestawanie na schematycznych zwrotach… Słowem brak szacunku do Boga jako mego rozmówcy w czasie modlitwy. A stać realnie z rękami w kieszeniach i modlić się do Stwórcy – wydaje się wręcz niewyobrażalne.
A jednak. Sam wielokrotnie widziałem takie zachowania. Nawet w moim zborze, ba nawet u „proroka” zza oceanu… Już chwilę po takiej modlitwie prorok prorokował i wydał owoce godne swojej postawy. Wiele osób powie, że to nieduchowne, że nasza fizyczna postawa nie jest dla Boga ważna, że to faryzeizm. Hmm… Tak się jakoś składa, że Biblia w baaardzo wielu miejscach zaświadcza, że wielcy mężowie Boży padali przed Panem na kolana, że tak zanosili swoje wielkie, najprawdziwsze modlitwy.
„Ale nigdzie nie jest napisane, że to ważne. Nie łamię żadnego nakazu Bożego zachowując się bardziej swobodnie” – powie ktoś. Jasne. Jeżeli żyjemy w sferze zakazów i nakazów. Jeżeli żyjemy w Duch Świętym – to już coś zupełnie innego.

2 maja 2015

Ogromny smutek, którego nie będzie

Jak wytłumaczyć fakt, że według słów samego Jezusa nie wszyscy nasi najbliżsi będą mogli być zbawieni (Powiadam wam: Tej nocy dwaj będą na jednym łożu, jeden będzie zabrany, a drugi pozostawiony. Dwie mleć będą na jednym miejscu, jedna będzie zabrana, a druga pozostawiona. Dwóch będzie na roli; jeden będzie zabrany, a drugi pozostawiony. – Ewangelia Łukasza 17:34–36) z faktem, że ci, którzy znajdą się w Nowym Jeruzalem nie będą już przeżywali żadnego smutku? Przyznam, że ja tego nie rozumiem. Nie rozumiem, bo sam odczuwam dzisiaj smutek z powodu faktu, że wiele bliskich mi osób nie chce słuchać o Ewangelii. Jak może zniknąć ten smutek w obliczu Końca, kiedy Bóg otrze wszelką łzę z oczu (…), i śmierci już nie będzie; ani smutku, ani krzyku, ani mozołu już nie będzie; albowiem pierwsze rzeczy przeminęły (Objawienie Jana 21:4)?
Nie wiem tego. Faktem jest natomiast, że Kościół, złożony z wszystkich narodzonych na nowo woła by ten koniec już nastąpił. A Duch i oblubienica mówią: Przyjdź! A ten, kto słyszy, niech powie: Przyjdź! (Objawienie Jana 22:17) Woła autentycznie, pełnym głosem, bez powątpiewania, z wiarą, że Bóg uczyni wszystko w najlepszy z możliwych sposobów.
Ostatnio te myśli odżyły we mnie ponownie po lekturze listu apostoła Pawła do Rzymian. Pisze on: Prawdę mówię w Chrystusie, nie kłamię, a poświadcza mi to sumienie moje w Duchu Świętym, że mam wielki smutek i nieustanny ból w sercu swoim. Albowiem ja sam gotów byłem modlić się o to, by być odłączony od Chrystusa za braci moich, krewnych moich według ciała, Izraelitów, do których należy synostwo i chwała, i przymierza, i nadanie zakonu, i służba Boża, i obietnice (…). Wielki smutek! Jak to się stanie, że on nagle zniknie? Nie wiem tego i nie spotkałem nikogo, kto by umiał i przede wszystkim miał odwagę wypowiadać się w kategoryczny sposób na ten temat.
Przypomniałem sobie dzisiaj rozmowę sprzed dobrych kilku lat z moją sześcioletnią chyba wówczas córką. Siedząc kawiarni nad lodami rozmawialiśmy o tym jak to będzie w niebie. Po serii najbardziej fantastycznych pomysłów Zuzia stwierdziła w końcu poważnie: „Tak sobie myślę, że to chyba jedna z tajemnic”. I tego się trzymajmy.

11 kwietnia 2015

Otrzymacie!

Tak często zwracamy się do Boga z prośbami. Zachęcał nas do tego Jezus, ale czy trzeba nas tak naprawdę zachęcać? Może faktycznie trzeba tych, którzy już poznali swą marność i nędzę i świadomość tej swojej żałosnej kondycji wstrzymuje ich przed zwracaniem się do Pana wszechświata z czymkolwiek.
Trudno nam jednak pogodzić się z faktem, że tak często Bóg nie spełnia próśb, które do Niego zanosimy. Zanosimy z wiarą i ufnością i… nic. Przecież Jezus powiedział …o cokolwiek byście prosili w modlitwie z wiarą, otrzymacie. (Ewangelia Mateusza 21:22) Każdy człowiek na co dzień chodzący z Jezusem wie przecież, że On jest Prawdą, że każde Jego słowo jest prawdą. Więc? Dlaczego jak się dzieje?
Odpowiedź nie jest na pewno prosta a co najważniejsze może niezbyt przyjemna. Po pierwsze może okazać się, że prosimy o coś co wcale nie jest dla nas tak naprawdę dobre. Bóg chce dla swoich dzieci tylko dobrych rzeczy i dla naszego dobra nie da nam niczego innego. Apostoł Jak w swoim pierwszym liście pisał Ufność zaś, jaką w Nim pokładamy, rodzi się z przekonania, że wysłuchuje On wszystkie nasze prośby, jeśli tylko zgodne są z Jego wolą. (1 List Jana 5:14). Może nie rozpoznajemy zatem Bożej woli dla naszego życia? Może zbyt często prosimy a zbyt rzadko szukamy Oblicza Bożego? (czyli nie wchodzimy z Panem w relację by dowiedzieć się, czego On od nas pragnie)
Po drugie nasza wiara pozostaje może tylko w sferze deklaracji a tak naprawdę nie wierzymy w Bożą wszechmoc. Możemy zanosić gorliwe i głośne modlitwy o uzdrowienie niewidomego a tak naprawdę w głębi duszy „wiemy”, że jego oczy są w takim stanie, że nie jest to możliwe. Ale niech prosi z wiarą, bez powątpiewania; kto bowiem wątpi, podobny jest do fali morskiej, przez wiatr tu i tam miotanej. Przeto niechaj nie mniema taki człowiek, że coś od Pana otrzyma [List Jakuba 1:6–7]
Mocne zapewnienie Jezusa, że otrzymamy od Ojca to o co prosimy (Nadto powiadam wam, że jeśliby dwaj z was na ziemi uzgodnili swe prośby o jakąkolwiek rzecz, otrzymają ją od Ojca mojego, który jest w niebie. – Mateusza 18:19) uzupełniają jeszcze inne słowa: Albowiem gdzie są dwaj lub trzej zgromadzeni w imię moje, tam jestem pośród nich. A więc może wcale nie gromadzimy się, nie stajemy do modlitwy w imieniu Jezusa (co oznacza ni mniej ni więcej, że reprezentujemy wyłącznie siebie i swoje ego). A może jest jeszcze gorzej – może zanosimy do Boga prośby jednocześnie trwając w grzechu. Ze Słowa Bożego wiemy, że to oddziela nas od Boga. Czy wtedy możemy liczyć na cokolwiek?