29 września 2026

Muzak i Boże drogi

   Pewnie każdy z nas zna osoby, które tuż po wejściu do domu włączają jakąkolwiek muzykę lub telewizor. A może sami takimi osobami jesteśmy? Na czym polega ten mechanizm? Może po prostu nie lubimy znajdować się w cichym, pustym pomieszczeniu. W przypadku, gdy jesteśmy osobami samotnymi, możemy mieć uczucie, że otaczająca nas cisza jeszcze podkreśla tę samotność. Jednak podobne zachowania dotyczą często młodych, aktywnych ludzi, prowadzących intensywne życie towarzyskie. Jak ich wtedy „wytłumaczyć”?

  W latach 80. ubiegłego wieku Marek Niedźwiedzki, radiowy dziennikarz muzyczny spopularyzował termin muzak, który określał jakąkolwiek muzykę, brzmiącą w tle codziennych czynności, nieistotną z punktu widzenia wartości artystycznych, błahą, nijaką i nieangażującą. Dla polskich słuchaczy oczywiste było, że słowo to jest połączeniem słowa muzyka z mazakiem, czyli coś wymazującego za pomocą muzyki ciszę. A cisza to miejsce na myśli, refleksje, nawet odpoczynek od wszechobecnego zgiełku. Czemu zatem zgiełk niechciany zastępujemy sobie zgiełkiem nijakim, a różnica jest tylko taka, że ten drugi w jakiś sposób sami wybieramy i kontrolujemy?

  Muzak zadomowił się całkiem dobrze w naszej rzeczywistości, jeszcze zanim został tak nazwany. Stał się idealną ucieczką od ciszy, domagającej się od nas czegoś. Cisza zaczęła być postrzegana jako coś niepotrzbnego, wręcz wrogiego. Termin niezręczna cisza został ukuty wprawdzie dla określenia sytuacji w rozmowie towarzyskiej, ale tak naprawdę bez muzaka cisza często stawała się (i staje niestety) niezręczna nawet gdy jesteśmy sami. Sami ze sobą. Czy to naprawdę stała się dla współczesnego człowieka niezręczna sytuacja?

  Osobiście bardzo lubię muzykę i mam dość konkretne muzyczne gusty. Chyba nigdy nie używałem muzaków, ale i tak od pewnego czasu coraz bardziej cenię sobie ciszę. Zdecydowanie od czasu mojego nawrócenia. Zaczęło się oczywiście od ciszy w trakcie modlitwy i lektury Biblii, ale w miarę dojrzewania jako chrześcijanin zacząłem rozumieć, że nie chcę przeszkadzać Bogu w mówieniu do mnie. Nie chodzi oczywiście o to, że muzyka może fizycznie zagłuszać głos Boga, odzywający się gdzieś w pokoju, ale o stworzenie warunków, by czytane przed chwilą Słowo Boże czy wysłuchane kazanie, mogły w ciszy i bez przeszkód „pracować” we mnie. Ale także by moje myśli mogły swobodnie znajdować sobie drogi, Boże drogi.

  Warto także zwrócić uwagę, że sama muzyka jest Bożym dziełem i to z Jego inspiracji tę muzykę tworzymy. Warto pokusić się o studium biblijne pod tym kątem. Wielki kompozytor Jan Sebastian Bach, ugruntowany w tradycji protestanckiej m.in. organista kościelny, tworzący wiele dzieł osadzonych w Biblii, zwracał uwagę na ten boski pierwiastek w muzyce (swoją drogą o mało co Bach nie został organistą w Gdańsku, ale rajcy nie uznali jego kompetencji). Słuchana uważnie może nas zdecydowanie prowadzić ku Bogu. Muzak od Niego tylko oddala i wręcz odgradza. Rozprasza nas.

Jarosław Wierzchołowski

-------------------------------------

Środowisko – w szczególności w krajach zamożnych – jest systematycznie zatruwane przez wszechobecną quasi-muzykę. (…) Wrażliwych na muzykę ludzi jest o wiele mniej niż tych, którym ten stan rzeczy nie przeszkadza. A będzie ich coraz mniej, ponieważ natrętna „muzyka-tło”, którą słyszy się w pociągu, restauracji, w windzie hotelowej, na statku i w dziesiątkach innych miejsc powoli, ale systematycznie stępia wrażliwość na muzykę i trudno sobie wyobrazić, aby człowiek wychowany w takich warunkach był jeszcze zdolny do wysłuchania z uwagą i satysfakcją kwartetu Beethovena czy preludium Debussy’ego.

Witold Lutosławski

--------------------

Wbrew pozorom termin muzak stworzył w 1934 roku amerykański wynalazca i naukowiec George Owen Squier. Założył firmę o takiej właśnie nazwie, dostarczającą „muzykę w tle” do biur, sklepów oraz hoteli. Tworząc nazwę dla swojego nowego przedsiębiorstwa, połączył dwa słowa: music (muzyka) oraz Kodak (nazwę pewnie dziś mało komu znanej firmy z branży fotograficznej, która kojarzyła się w tamtych czasach z nowoczesnością). Z czasem nazwa jego firmy stała się potocznym określeniem na tzw. „muzykę z windy” (ang. elevator music) lub „tapetę dźwiękową”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz