Korzenie - to przenośne określenie wskazujące na pierwotne źródła,
absolutne podstawy. Drzewo nie może rosnąć bez korzeni, podobnie w znaczeniu
przenośnym korzenie to wartości, bez których nie może istnieć człowiek, kraj,
kultura itp.
Ostatnio coraz częściej słyszę o korzeniach kultury europejskiej.
Kiedy chodziłem do szkoły tymi korzeniami były kultura helleńska i rzymska.
Może dlatego, że były to czasy programowego ateizmu nie wspominano nic o tym,
że korzenie kultury europejskiej tkwią w chrześcijaństwie. Dzisiaj o antycznych
korzeniach Europy o dziwo mało kto już mówi, korzenie chrześcijańskie zaś stały
się jakby jedynymi prawdziwymi i słusznymi.
Ale czy tak jest naprawdę? Przez całe, długie wieki o
charakterze kultury europejskiej decydowały dominujące, silne struktury
antyczne, wywodzące się z kultury helleńskiej a później Cesarstwa Rzymskiego.
Nie wspominam o tym, że miały one pierwotnie wpływ jedynie na południową część
kontynentu, podczas gdy północ i wschód Europy tonęły w mrokach, rozświetlanych
ogniskami zapalanymi ku czci tajemniczych pogańskich bogów. Kultura antyczna
została przez późniejsze wieki wyidealizowana, upatrywano w niej jedynie to co
najlepsze, spychając do historycznej podświadomości to co chore, okrutne i złe
(patrz chociażby przykład Sparty), uznawano za złote czasy sztuki, literatury i filozofii.
Niezależnie od tego, co myślelibyśmy o tym dziedzictwie, dzisiaj
w Polsce mówienie o nim staje się niepopularne. Okazuje się, że jedyne korzenie
Europy to korzenie chrześcijańskie. Gdzie widzą je autorzy tego typu
wypowiedzi? Tego nie wiem, bo traktują to jako dogmat, nie wymagający wyjaśniania.
Z tego, co mówi mi Biblia o początkach chrześcijaństwa wiem, że w Europie
ograniczało się ono do zapewne niewielu początkowo zborów, głównie na terenach półwyspów
Bałkańskiego i Apenińskiego. Wierzę, że tamte zbory także prowadziły pracę
misyjną i być może pierwotne zbory chrześcijańskie powstawały także w innych
rejonach, ale nie mamy na to dowodów.
Jak wiemy z Biblii Dobrą Nowinę zaniósł do Europy apostoł Paweł
wraz ze swoimi towarzyszami wiary. Ta wiara była bezwzględnie oparta na
Ewangelii i nauce Jezusa Chrystusa, a Paweł, jak wiemy z listów, bardzo
pilnował, by nie dopuszczano się żadnych odstępstw od niej i nie dawano
posłuchu tym, którzy głoszą „innego Jezusa”.
Te odstępstwa doszły jednak do głosu bardzo szybko. Już pod
koniec II wieku po Chrystusie zaczęto tu i ówdzie czcić relikwie świętych, zaś
po edykcie cesarza Konstantyna w 313 roku, zrównującym chrześcijan w prawach z
wyznawcami innych bogów, odstępstwa od Ewangelii posypały się lawinowo. W 382 roku
Synod w Rzymie ustanowił zwierzchnictwo kościoła rzymskiego nad pozostałymi,
używając określenia „katolicki”. Wprowadzenie kultu Marii jako matki Boga,
oddawanie czci aniołom, ustanowienie instytucji papieża - to tylko początki
tego, co z Biblią i chrześcijaństwem, czyli całkowitym podporządkowaniem
Chrystusowi i Jego Słowu nie miało już nic wspólnego. W Europie zaczęto
zabraniać czytania Słowa Bożego a nauczano mieszaniny pogańskich wierzeń z
ludzkimi wymysłami, podpierając się do tego imieniem Jezusa.
Trzeba było czekać długie wieki aż Duch Święty zaczął
przekonywać wielkich mężów Bożych o konieczności powrotu do prawdziwych korzeni
chrześcijaństwa. Dzięki Bogu, że tak się stało i że dzięki nim i ich pracy
dzisiaj w Europie prawdziwe chrześcijaństwo, wierne Słowu Bożemu może istnieć i
miejscami mieć się nie najgorzej.
Co to za korzenie kultury, które trwają zaledwie ok. dwustu-trzystu
lat i zanikają? Mnie osobiście wcale twierdzenie o chrześcijańskich korzeniach
Europy nie jest do niczego potrzebne. Jestem dumny z postaw apostołów i
pierwszych chrześcijan, z siły i niezłomności ich wiary. Cieszę się z Jana
Husa, Marcina Lutra czy Johna Wesley’a i dziękuję za nich Bogu, ale nie potrzebuję
oprawiać w ramki ich portretów i prezentować całemu światu jako tych, którzy
ugruntowali podstawy mojej wiary i umożliwili mi poznanie Jezusa. Chlubię się jedynie
Chrystusem, tym, który zmarł za mnie i zmartwychwstał dwa tysiące lat temu.
Gdyby od tego czasu nic ważnego się nie wydarzyło, chlubiłbym się Nim tak samo.
Oczywiście autorzy tezy o chrześcijańskich korzeniach nie
mają na myśli apostoła Pawła i pierwszych zborów w Macedonii. Mówią o kościele,
który stanowił imperium, rządzące de facto Europą i z chrześcijaństwem miał
tyle wspólnego co wiara wyznawana dzisiaj przez nich samych. Ci, którzy tak
zdecydowanie głoszą, że Europa ma chrześcijańskie korzenie nie są przecież bynajmniej
bojownikami o prawdę. Przyświeca im własna ambicja, żądza władzy, pogarda dla
inaczej myślących. Tym wystawiają właściwe świadectwo swojemu chrześcijaństwu,
o którym tak wiele mówią.