19 października 2014

Wielkimi literami

Jako rodowity gdańszczanin od niemal 34 lat obcuję ze słowami psalmu 29., wpisanymi w krajobraz architektoniczny miasta. Werset 11. w tłumaczeniu Czesława Miłosza „Pan da siłę swemu ludowi, Pan da swemu ludowi błogosławieństwo pokoju” wypisany został wielkimi literami na murze obok Pomnika Poległych Stoczniowców. Pamiętam moją reakcję na odpowiedź noblisty, do którego stoczniowcy zwrócili się o zgodę na umieszczenie jednego z jego wierszy na pomniku czy też o napisanie specjalnie przesłania w tym celu. Miłosz odpowiedział proponując „jedynie” wers z psalmu 29. W roku 1980 dla mnie, podobnie jak dla większości rozpolitykowanych i rozemocjonowanych Polaków był to spory zawód. Poeta nie chciał wziąć udziału w narodowym podbijaniu bębenka i nakręcaniu emocji przeciwko „czerwonym”? No jakże tak!
Ówczesny Jarek W., młody, typowy Polak-katolik, nie znający za grosz Biblii i nie wiedzący nic o Bogu, interpretował wskazany przez poetę werset na sposób polityczny, na „tu i teraz”. Ot – Pan da siłę swojemu ludowi (siłę „do przeżycia”, „siłę godności”) i da błogosławieństwo pokoju (wbrew wszelkim zbrodniom i w nagrodę na przejście przez nie). Tak naprawdę to przecież słowa triumfu i zwycięstwa! Wiadomo nad kim – myślałem i w tych interpretacjach nie byłem oczywiście odosobniony. To, że psalm mamy prawo odnosić do Polakaów było dla mnie absolutnie oczywiste, nie zdawałem sobie wtedy w ogóle sprawy z tego, że Bóg ma swój PRAWDZIWY lud.
Dopiero gdy nawróciłem się do Pana całym sercem, a Pomnik stojący obok stoczniowej bramy stał się dla mnie symbolem bolesnym z całkiem już innych niż dotychczas przyczyn, przeczytałem też m.in. cały psalm 29. Nie wiem czym kierował się Czesław Miłosz przesyłając w 1980 roku do Gdańska jego fragment. Nie mnie oceniać jego wiarę i stosunek do Słowa Bożego. Wiem tylko, jak ten fragment zaczął żyć własnym życiem, w oderwaniu od całości psalmu.
Jako wierzący człowiek odkryłem o czym jest ten psalm – o wielkości, majestacie i wszechmocy Boga, któremu należna jest wszelka chwała. On obdarza błogosławieństwem i pokojem tych, którzy to uznają i chcą być z Nim. Jak ma się to do mojego rozumienia sprzed 34 lat słów, wypisanych na murze? Zwyczajnie nijak. Płaska, polityczna, doraźna interpretacja wielkich słów o Wielkim Bogu jest po prostu zwykłym znieważaniem Go.
Ale czy wystarczy, że cieszę się z tego, że Pan otworzył moje oczy, kiedy nadal wokół mnie tyle osób ma te oczy zamknięte, tylu nie widzi słów, pisanych wielkimi literami, mijanych niemal co dnia…? Z takim otwarciem oczu łączy się także wielka odpowiedzialność. Jak ją nieść?

Psalm Dawidowy. Oddajcie Panu, synowie Boży, Oddajcie Panu chwałę i moc!
Oddajcie Panu chwałę należną imieniu jego! Złóżcie Panu pokłon w świętej szacie!
Głos Pana nad wodami, Bóg chwały zagrzmiał, Pan nad wodami wielkimi.
Głos Pana potężny, Głos Pana wspaniały.
Głos Pana łamie cedry, Pan łamie cedry Libanu.
Sprawia, że Liban skacze jak cielę, A Syrion jak młody bawół.
Głos Pana krzesze płomienie ogniste.
Głos Pana wstrząsa pustynią, Pan wstrząsa pustynią Kadesz.
Głos Pana wykorzenia dęby I obnaża lasy, A w świątyni jego wszystko woła: Chwała!
Pan zasiadł na tronie nad wodami potopu, Pan zasiadać będzie jako król na wieki.
Pan da siłę ludowi swemu, Pan pobłogosławi lud swój pokojem!


[Psalm 29, tłum. Biblia Warszawska]

12 października 2014

Zaprogramowane w sercu

Ostatnio coraz częściej modlę się tzw. Modlitwą Pańską, czyli słowami, które Jezus podał swoim uczniom jako przykład modlitwy, jaką powinni komunikować się ze swoim Ojcem w Niebie. Poprzedził je wieloma wskazówkami na temat sposobu modlenia się, wskazując na negatywne przykłady, dotyczące modlitw na pokaz czy „przegadanej” modlitwy ( patrz Ewangelia Mateusza 6:1–7).
Dlaczego Jezus musiał uczyć swoich uczniów jak modlić się do Boga? Ostatnio zadaję sobie to pytanie. Przecież byli Żydami, zanurzonymi wręcz w rzeczywistość pełną odniesień do Stwórcy. Wydawałoby się, że jest oczywiste, iż wiedzą, kim jest Bóg, czego oczekuje i jak możemy się do Niego zwracać. Okazało się jednak, że jest inaczej. Jezus uznał, że musi ich tego na nowo nauczyć. Sami zresztą tę potrzebę widzieli i o taką naukę prosili. Widocznie widzieli w Jego sposobie modlitwy coś, co było inne od modlitwy innych ludzi, którzy ich otaczali, a modlili się przecież wszyscy Żydzi.
Im częściej powtarzam słowa Modlitwy Pańskiej tym wyraźniej widzę, że jej treść jest w pewien sposób włożona w serce narodzonego na nowo człowieka. Jest „zaprogramowana” w w nowym sercu, danym takiemu człowiekowi przez Boga. Ezechiel pisał wszak (Księga Ezechiela 36:26) - I dam wam serce nowe, i ducha nowego dam do waszego wnętrza, i usunę z waszego ciała serce kamienne, a dam wam serce mięsiste.
To normalne, że chrześcijanin przychodząc przed Boży tron przede wszystkim pragnie oddać Mu chwałę, uwielbić Go, traktując jednocześnie jak swojego kochającego i kochanego Ojca. Że uznaje królowanie i wszechmoc Boga. Że zgodnie z wezwaniem Jezusa nie ma oporów by prosić o zaspokojenie swoich podstawowych potrzeb. (Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: O cokolwiek byście prosili Ojca w imieniu moim, da wam. Dotąd o nic nie prosiliście w imieniu moim; proście, a weźmiecie, aby radość wasza była zupełna. – Ewangelia Jana 16:23–24; Jeśli tedy wy, będąc złymi, potraficie dawać dobre dary dzieciom swoim, o ileż więcej Ojciec wasz, który jest w niebie, da dobre rzeczy tym, którzy go proszą. – Ewangelia Mateusza 7:11)
Prośba o odpuszczenie win, pomoc w wyjściu z pokuszeń – to także oczywiste w zwracaniu się chrześcijanina do Pana. Równie oczywiste jest, że tak jak zaczynamy modlitwę od uznania świętości Boga i oddawania Mu chwały tak samo tę modlitwę kończymy, podkreślając królowanie, moc i chwałę Pana.
Człowiek religijny, który nie poznał osobiście swojego Ojca, ale tylko o Nim słyszał może nawet nauczyć się na pamięć jak ma do Niego wołać. Ale gdy pamięć nagle zawiedzie to… serce wtedy milczy, bo nie wie jak się modlić. Po prostu brak „oprogramowania”. Nie dziw się, że ci powiedziałem: Musicie się na nowo narodzić. (Ewangelia Jana 3:7)

Wy módlcie się w taki sposób: Ojcze nasz, który jesteś w niebie, niech świętość otacza Twe imię.
Niech Twoje Królestwo nastanie i Twoja wola ziemią zawładnie tak, jak włada niebem.
Prosimy Ciebie, daj nam dziś naszego powszedniego chleba.
I przebacz winy tak jak my wobec nas winnym, przebaczyliśmy.
Bądź przy nas także w chwili próby, aby zachować nas od złego, ponieważ Twoje jest Królestwo, moc i chwała — na wieki. Amen. (Ewangelia Mateusza 6:9–13; przekład Ewangeliczny Instytut Biblijny)

3 września 2014

Ewakuacja

Wyobraźmy sobie grę komputerową. Gracz zjawia się w świecie, do złudzenia przypominającym nasz. Jego zadaniem jest opowiedzenie jak największej ilości osób Prawdy, bowiem nikt z mieszkańców tego świata jej nie zna. Każde opowiedzenie się po stronie Prawdy i zanegowanie kłamstw, rządzących komputerowym światem przybliża jednak gracza do końca gry. Zegar bije nieubłaganie. W końcu… gracz zmuszony jest do ewakuacji do innego świata, gdzie rządzi tylko Prawda a kłamstwo nie istnieje.
Jak wam się podoba? Czy nie przypomina nam czegoś? Chrześcijanin jest wezwany do świadczenia o Prawdzie w świecie nie znającym Jezusa. Jednak tak bardzo lękamy się, że jeżeli będziemy to robili z prawdziwym zaangażowaniem nasz udział „w grze” szybko się skończy – po prostu podzielimy los naszego Pana. Tak bardzo się lękamy… Ale Jezus powiedział wyraźnie: Bo kto by chciał życie swoje zachować, utraci je, a kto by utracił życie swoje dla mnie, odnajdzie je. (Ewangelia Mateusza 16:25)
Obawiam się, że sednem naszego strachu przed utraceniem życia ze względu na Jezusa jest tak naprawdę niewiara. Niewiara w to, że warto podobać się bardziej Panu niż ludziom. W to, że nie warto zabiegać o akceptację świata, nie znającego Boga.
A przede wszystkim w to, że czeka nas życie wieczne i że śmierć to jedynie ewakuacja chrześcijanina do Prawdy.
Może warto byłoby stworzyć taką grę komputerową… Może wiele byśmy zrozumieli w czasie rozgrywki i te refleksje nie byłyby wtedy takie gorzkie…

26 sierpnia 2014

Terapia szokowa

Człowiek chce żeby było mu dobrze. Chce ciepłego kąta, dobrego obiadu, wygodnego łóżka. To oczywiste. I najczęściej chrześcijanin za to dziękuje i o to się modli. Gdy ta krucha otoczka wygodnego życia znika – woła do Boga o pomoc i przywrócenie ciepłej, małej stabilizacji. I to wydaje się też naturalne. Wydaje się.
Ale czy zawsze taka „polityka ciepłej wody w kranie” jest dla człowieka dobra? Letnia woda w kranie wychowuje często letnich chrześcijan. Ostatnio czytając Biblię myślałem nad tym, jak Bóg to widzi i co On uznaje za dobre dla nas.
W 2 Księdze Kronik czytamy o królu judzkim Manassesie. Nie są to raczej słowa budujące: Czynił zaś to, co złe w oczach Pana, według ohydnych zwyczajów narodów, które Pan wytępił przed synami izraelskimi. Z powrotem pobudował świątynki na wyżynach, które zburzył Hiskiasz, jego ojciec, wznosił też ołtarze dla Baalów i sporządził aszery, oddawał pokłon całemu zastępowi niebieskiemu i służył mu. Zbudował także ołtarze w świątyni Pana, o której Pan powiedział: W Jeruzalemie będzie przebywać imię moje na wieki. Nabudował też ołtarzy dla całego zastępu niebieskiego w obydwu dziedzińcach świątyni Pana. On nawet swoich synów oddał na spalenie w Dolinie Syna Chinnomowego, oddawał się wróżbiarstwu, czarom i gusłom, ustanowił wywoływaczy duchów i wróżbitów, wiele złego czynił w oczach Pana, drażniąc go. Postawił też posąg rzeźbiony, który kazał sporządzić, w świątyni Bożej (…) Manasses zwiódł Judę i mieszkańców Jeruzalemu, tak iż postępowali gorzej niż narody, które Pan wytępił przed synami izraelskimi. Pan przemawiał do Manassesa i do jego ludu, lecz oni na to nie zważali. (33:2–10)
Pan przemawiał do króla, ale jak widać było to „jak grochem o ścianę”. Bóg postanowił jednak nie zostawić Manessesa w tym stanie. Możliwa była jedynie terapia szokowa. Wówczas Pan sprowadził na nich dowódców wojska króla asyryjskiego i ci pochwycili Manassesa hakami, skuli dwoma spiżowymi łańcuchami i uprowadzili do Babilonu. A gdy znalazł się w ucisku, błagał Pana, swojego Boga, ukorzył się bardzo przed obliczem Boga swoich ojców. I modlił się do niego, a On dał się uprosić i wysłuchał jego błagania, i pozwolił mu powrócić do Jeruzalemu do swego królestwa. Wtedy Manasses poznał, że Pan jest Bogiem. (33:11–13). Dopiero wtedy! Trudno mi wyobrazić sobie nawet okrucieństwo takiego pojmania, ale najwidoczniej Bóg wiedział, że tylko w ten sposób coś może dotrzeć do króla i tylko wtedy może on się nawrócić.
Kiedy Job opływał w dostatki i powodzenie spełniał jedynie religijne uczynki – składał Bogu ofiary, modlił się. Jednak dopiero po przejściu przez prawdziwą gehennę straty i cierpienia sam wyznał Bogu: Tylko ze słyszenia wiedziałem o tobie, lecz teraz moje oko ujrzało cię (Księga Joba 42:5).
Trzeba głębokiego wglądu w stan swojego ducha by przyznać jak autor Psalmu 119: Zanim zostałem upokorzony, błądziłem, Ale teraz strzegę twego słowa. (67) Dobrze mi, żem został upokorzony, Abym się nauczył ustaw twoich. (71) Wiem, Panie, że sądy twoje są sprawiedliwe I żeś mię słusznie upokorzył. (75)
Przyznać rację Panu, że słusznie nas upokorzył to chyba taka „wyższa duchowa szkoła jazdy”. Nie jest to proste, bo przecież nie pragniemy upokarzania. Pragniemy wygodnego, dostatniego życia i błogosławieństw Bożych, co tak często zlewa nam się w jedno. Ale pamiętajmy, że tylko Bóg wie, co jest dla nas naprawdę dobre. Nie dostatnie i leniwe życie ale przede wszystkim życie z Nim.
Może nasze modlitwy powinny wołać właśnie o to i błogosławić Pana w czynieniu Jego suwerennej woli dla naszego życia? I dziękować Mu za to, że tak często nie zostawia nas w naszym opłakanym stanie a raczy wychowywać. Bo kogo Pan miłuje, tego karze, i chłoszcze każdego syna, którego przyjmuje. (List do Hebrajczyków 12:6)

16 sierpnia 2014

A co po tych wydarzeniach?

Kiedy ostatnio czytałem Drugą Księgę Kronik zwróciło moją uwagę niewinne z pozoru zdanie, rozpoczynające się od słów „Po tych wydarzeniach…”. Poprzedni rozdział opisywał wiele chwalebnych czynów króla judzkiego Jehoszafata, m.in. ustanowienie sędziów, kapłanów i Lewitów, napominanie do przestrzegania ustanowionego przez Pana porządku itp. Słowo Boże wymienia także czyny i słowa, które nie łatwo znaleźć u innego króla judzkiego: ponownie wyszedł do ludu od Beer-Szeby aż do pogórza efraimskiego i nawracał ich do Pana, Boga ich ojców (2 Księga Kronik 19:4); I powiedział do sędziów: Baczcie, co czynicie; gdyż nie dla ludzi sądzicie, ale dla Pana, i On jest przy was, gdy wydajecie wyrok. Niechaj więc ogarnia was strach przed Panem, pilnujcie się przy tym, co czynicie, gdyż u Pana, Boga naszego, nie ma niesprawiedliwości, stronniczości ni przekupstwa. (19:6–7) (…) Postępujcie tak: w bojaźni przed Panem, w prawdzie i w szczerości serca. (19:9) (…) Bądźcie dzielni w działaniu, a Pan niech będzie z tym, który jest prawy. (19:11)
Wspaniały zestaw wskazówek i osobistego przykładu postępowania króla, czemu poświęcony jest cały rozdział. Bije z niego ogromna determinacja władcy do służenia Bogu, czuć wręcz ogień gorliwości, który nim kieruje.
I nagle czytamy Po tych wydarzeniach ruszyli Moabici, Ammonici, a z nimi także niektórzy Maonici na wojnę z Jehoszafatem. (20:1). Po tych wydarzeniach… –  jako wierzący człowiek wiem, że nic nie zdarza się przypadkiem. Wiem też, że zdecydowana postawa chodzenia z Bogiem wbrew wszystkim i wszystkiemu zawsze „budzi” piekło, które chce zepchnąć tak kroczącego śmiałka z obranej ścieżki.
Jehoszafata nie udało się zepchnąć. Wręcz przeciwnie, jego postawa wobec zagrożeń była jeszcze większym świadectwem wierności Bogu i całkowitego zawierzenia Mu.
Obyśmy nie tylko doświadczali w naszym życiu cudownych chwil z Bogiem, ale także by „po tych wydarzeniach” nasza wiara okazywała się silna, byśmy mogli zgasić wszystkie ogniste pociski złego (List Pawła do Efezjan 6:16).

11 sierpnia 2014

Boża perspektywa

Obejrzałem już kilka krótkich filmów w bardzo sugestywny sposób ukazujących wielkość wszechświata. Schemat, według którego powstają jest podobny. Gdzieś na łące leży sobie człowiek, wpatrujący się w niebo. Nagle kamera oddala się od niego z zawrotną prędkością, najpierw ukazując cały park, później miasto, region, kraj, kontynent, w końcu kulę ziemską. Ale to nie koniec – za chwilę mijamy księżyc i zanim się obejrzymy jesteśmy już poza naszym układem słonecznym. Ziemi już prawie nie widać, jej położenie autorzy filmu oznaczają tylko małą strzałką. Wkrótce jesteśmy już na obrzeżach Drogi Mlecznej, potem widzimy inne, sąsiadujące z nią galaktyki itd. i tak aż do granic znanego nam wszechświata. Gdzieś tam została nasza ukochana planeta, wydająca się niczym nie wyróżniać spośród trylionów innych. Także położenie Ziemi wydaje się z tej perspektywy zupełnie zwyczajne i nic w nim wyjątkowego.
Takie filmy urzekają mnie, są bardzo efektowne i pouczające. Niosą ze sobą co najmniej dwa przesłania. Po pierwsze uczą pokory i dystansu do siebie, naszych „wielkich” kłopotów, dramatów i tragedii. Ale jest i drugi aspekt, bardziej niebezpieczny. Bardzo łatwo uznać, że to przecież niemożliwe, by Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo na takim okruszku materii, zagubionym gdzieś wśród przestrzeni międzygwiezdnych, nie zajmującym żadnego uprzywilejowanego miejsca we wszechświecie.
Człowiek przez wieki nie mógł się z tym pogodzić, dlatego umieszczał Ziemię w centrum wszechświata, a tych, którzy twierdzili inaczej, wysyłał na stosy. Nam dzisiaj także podświadomie wydaje się, że jako wyjątkowe stworzenia Boże powinniśmy zajmować jakieś uprzywilejowane miejsce.
Oglądając niedawno kolejny taki filmik pomyślałem jednak o Izraelu. Malutkie państewko, nieforemne, z dziwnymi granicami. Kiedy na zwykłym globusie chciałem je niegdyś pokazać mojej córce, musiałem bardzo uważać by nie zakryć go opuszkiem palca. A jednak to właśnie ten naród wybrał Bóg. Ciebie wybrał Pan, Bóg twój, spośród wszystkich ludów na ziemi, abyś był jego wyłączną własnością. Nie dlatego, że jesteście liczniejsi niż wszystkie inne ludy, przylgnął Pan do was i was wybrał, gdyż jesteście najmniej liczni ze wszystkich ludów. (5 Księga Mojżeszowa 7:6–7)
Boża arytmetyka i pojęcie wielkości, większości i uprzywilejowania nie mają nic wspólnego z naszym rozumowaniem. Niemal na każdej stronicy Słowa Bożego widzimy, jak Bóg powtarza: Bo myśli moje, to nie myśli wasze, a drogi wasze, to nie drogi moje. Lecz jak niebiosa są wyższe niż ziemia, tak moje drogi są wyższe niż drogi wasze i myśli moje niż myśli wasze. (Księga Izajasza 55:8–9). Bez ustanku poucza nas też o wartości Bożej resztki (trudno nawet przytaczać na ten temat konkretne cytaty, tak roi się od nich w Biblii) i wąskich ścieżek wiary (patrz chociażby Ewangelia Mateusza 7:13–14).
Przykład Izraela może nas naprawdę wiele nauczyć o Bogu.

7 sierpnia 2014

Kto lubi grzeszyć?

Dzisiaj zupełnie przypadkowo natrafiłem w telewizji na program „Rozmównica” na kanale Religia TV. I jakoś tak zacząłem oglądać, bo zaintrygował mnie temat. Niezorientowanym wyjaśnię, że tego typu cykliczne programy na żywo, prowadzone przez moderatora (najczęściej księdza lub zakonnika katolickiego) polegają na udziale słuchaczy, wypowiadających się na antenie na temat problemu postawionego w tytule. Tym razem brzmiał on: „Dlaczego lubimy grzeszyć?”. Zaintrygował mnie, bo twórcy programu z góry założyli, że każdy człowiek lubi grzeszyć.
Krótko mówiąc – poczułem się nieco obrażony. Takie odczucie mamy chyba zawsze, gdy ktoś wypowiada się za nas, opowiadając co to lubimy a czego nie. A ja grzeszyć z pewnością nie lubię i bynajmniej nie jestem w tym odosobniony – znam bardzo wiele osób wprost nienawidzących grzechu.
Pytanie więc domaga się modyfikacji: dlaczego niektórzy ludzie lubią grzeszyć? Odpowiedź: bo upadek pierwszych ludzi oddzielił ich od Boga i skaził ich naturę. Człowiek przestał być Jego dzieckiem i stał się dzieckiem diabła. Tak o tym mówił Jezus: Mówię to, co widziałem u Ojca, a wy także czynicie, co słyszeliście u ojca waszego. Odpowiadając, rzekli mu: Ojcem naszym jest Abraham. Jezus im rzecze: Jeżeli jesteście dziećmi Abrahama, spełniajcie uczynki Abrahama. (Ewangelia Jana 8:38–39) i kontynuował Gdyby Bóg był waszym Ojcem, miłowalibyście mnie, Ja bowiem wyszedłem od Boga i oto jestem. (…) Ojcem waszym jest diabeł i chcecie postępować według pożądliwości ojca waszego. (8:42–43) A więc podstawowa sprawa: grzech to skutek spełniania uczynków takich, jakie podpowiada człowiekowi jego ojciec. Lubi grzeszyć, bo nie ma innej możliwości. Jan pisze w swoim Pierwszym Liście Kto popełnia grzech, z diabła jest, gdyż diabeł od początku grzeszy. (3:8) Póki człowiek lubi grzeszyć, to nawet gdy te grzechy wyzna i zepnie się jak najmocniej by nie grzeszyć więcej – to i tak nic z tego dobrego nie wyjdzie.
Jak wyjść z tego błędnego koła? Zacząć nienawidzić grzech. Czy to w ogóle możliwe? Możliwe, gdy staniemy się dziećmi Bożymi, bo wtedy On da nam swoją naturę, a Bóg przecież nienawidzi grzechu. Nie możemy stać się uczniami i naśladowcami Jezusa, dopóki nasz stosunek do grzechu będzie przeciwny niż Jego. Jak to zrobić? Narodzić się na nowo z Boga. Kto z Boga się narodził, grzechu nie popełnia, gdyż posiew Boży jest w nim, i nie może grzeszyć, gdyż z Boga się narodził. (1 List Jana 3:9)
Oczywiście nie znaczy to literalnie, że narodzony na nowo człowiek jest bezgrzeszny. Gdyby Jan tak twierdził, przeczyłby Słowu Bożemu, które mówi, że wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej (List do Rzymian 3:23) Chodzi o to, że nie jest on już rozmiłowany w grzechu. Taki człowiek nienawidzi go i kiedy zdarzy mu się upaść wyznaje to natychmiast Ojcu i pokutuje.
Wydaje mi się to proste. Ewangelia, przyjmowana szczerym sercem jest bardzo prostą Dobrą Nowiną. Niestety z coraz większym zdumieniem słuchałem wypowiedzi widzów w trakcie oglądanego programu. Były one niekończącymi się wywodami, spekulacjami opartymi wyłącznie na własnych domniemaniach i wymysłach, a prowadzący wyłącznie potakiwał i utwierdzał rozmówców w ich niewiedzy. Przykre to. A najbardziej przykrym było to, że wszyscy uznawali za oczywistość, że lubią grzeszyć, choć się oczywiście tego wstydzili. Nikt nie powiedział im jak mogą to zmienić, niestety nie to było celem programu.


Program był powtórką, pierwotnie nadany został prawie rok temu. W tej sytuacji oczywiście uczestnictwo w nim nie było dla mnie możliwe.