4 kwietnia 2016

Odległe rejony piekieł

Po obejrzeniu przed chwilą kolekcji obrazów Zdzisława Beksińskiego w ramach przygotowania się do napisania tego posta utwierdzam się w tym, że narodzenie na nowo to prawdziwe, bardzo adekwatne określenie samego Jezusa odnośnie tego, co dzieje się z człowiekiem, który naprawdę nawróci się całym sercem do Niego. Kiedyś fascynowałem się tym malarstwem, wydawało mi się wspaniałe, przede wszystkim dlatego, że różniło się od całej współczesnej sztuki i niosło z sobą jakąś zagadkę, metafizykę. Niemalże nazajutrz po moim nawróceniu albumy i reprodukcje Beksińskiego powędrowały na śmietnik.
W 2005 roku Zdzisław Beksiński został zamordowany w swoim warszawskim mieszkaniu. Media rozpisywały się wówczas nad klątwą ciążącą nad rodziną Beksińskich. Siedem lat wcześniej zmarła żona artysty, zaś rok po niej syn Tomasz (znany dziennikarz radiowy) po udanej próbie samobójczej (podejmował ich wiele począwszy od 16. roku życia).
Po tym jak Duch Święty przekonał mnie o tym, że muszę pozbyć się z mojego życia wszystkiego, co obraża Go i jest Mu przeciwne zrozumiałem od razu, że jedną z tych rzeczy są obrazy Beksińskiego. To czego dowiedziałem się potem o jego śmierci i jego rodzinie było dla mnie nie powodem do snucia sensacyjnych dywagacji ale prostym łańcuchem przyczynowo-skutkowym. Otwieranie się na „najdalsze rejony piekła” (określenie użyte przez artystę w jednym z wywiadów medialnych – później tłumaczone i prostowane, ale będące moim zdaniem czymś w rodzaju mimowolnego nazwania rzeczy po imieniu) nigdy nie pozostaje bez konsekwencji. W wydanych właśnie „Dziennikach” Beksiński pisze, że jego rodzina wymiera i że on sam „został na deser”. Deser dla kogo? Tego nie miał już odwagi określić. Malarz nigdy sam nie określił się ani jako agnostyk ani jako ateista choć jego postawa życiowa była wypadkową tych dwóch światopoglądów.
Książka przynosi też wstrząsający zapis nagrania rozmowy rodziców z kilkuletnim Tomkiem na temat obrazów taty. Maluch opowiada swoim dziecięcym językiem o tym co widzi (wystarczy samemu obejrzeć obrazy Zdzisława Beksińskiego, by wyobrazić sobie tę makabryczną wręcz scenkę), a czytelnik ma świadomość, że opowiada przecież o tym, wśród czego spędzał całe swe dzieciństwo i młodość.
Współczesny człowiek jeżeli już akceptuje fakt, że świat nie ogranicza się do „tu i teraz” to przyjmuje zazwyczaj koncepcję Boga zamkniętego w budynkach z wieżyczkami, opłatkach lub książkach. I już. Wara Bogu od mojego świata – mówi często dzisiejszy człowiek. Dlatego mówienie o świecie duchowym, diable i demonach to dla niego przykry nietakt, jakieś faux pas popełnione przez kogoś, kto „tkwi mentalnie w średniowieczu”.
Szczególnie Nowy Testament pozwala nam wejrzeć nieco w ten duchowy świat, który nas otacza. Jezus przez trzy lata nie tylko nauczał, głosił Dobrą Nowinę o zbawieniu, nie tylko uzdrawiał ale równie często wypędzał z opętanych złe duchy. Chyba najbardziej spektakularnym (i tajemniczym) wydarzeniem, opisanym w trzech ewangeliach, jest wypędzenie legionu demonów z pewnego człowieka: I wołając wielkim głosem, rzekł: Co ja mam z tobą, Jezusie, Synu Boga Najwyższego? Zaklinam cię na Boga, żebyś mię nie dręczył. Albowiem powiedział mu: Wyjdź, duchu nieczysty, z tego człowieka! I zapytał go: Jak ci na imię? Odpowiedział mu: Na imię mi Legion, gdyż jest nas wielu. I prosił go usilnie, aby ich nie wyganiał z tej krainy. A pasło się tam, u podnóża góry, duże stado świń. I prosiły go duchy, mówiąc: Poślij nas w te świnie, abyśmy w nie wejść mogli. I pozwolił im. Wtedy wyszły duchy nieczyste i weszły w świnie; i rzuciło się to stado ze stromego zbocza do morza, a było ich około dwóch tysięcy, i utonęło w morzu. [Ewangelia Marka 5:7-13] Jak to możliwe, że w jednym człowieku było aż 2000 duchów nieczystych? Dlaczego nie chciały odejść stamtąd? Dlaczego spowodowały, że świnie rzuciły się do jeziora? To pytania z gatunku tych średniowiecznych właśnie, kiedy próbowano określić ile aniołów zmieści się na czubku szpilki. Kiedyś poznam odpowiedzi na te pytania, dzisiaj to co czytam powinno być dla mnie tylko przestrogą.
Bądźcie trzeźwi, czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, chodzi wokoło jak lew ryczący, szukając kogo by pochłonąć. Przeciwstawcie mu się, mocni w wierze - pisał apostoł Piotr [1 list Piotra 5:8-9]. Apostoł Paweł przestrzega z kolei: Przywdziejcie całą zbroję Bożą, abyście mogli ostać się przed zasadzkami diabelskimi. Gdyż bój toczymy nie z krwią i z ciałem, lecz z nadziemskimi władzami, ze zwierzchnościami, z władcami tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach niebieskich. Dlatego weźcie całą zbroję Bożą, abyście mogli stawić opór w dniu złym i, dokonawszy wszystkiego, ostać się. [list do Efezjan 6:11-13]
Nie wiem ile demonów było w znanym artyście, nie wiem czy w ogóle były. Nie spotkałem go nigdy osobiście, nie wiem. I nie o to tu chodzi. Wiem, że nie był mocny w wierze by przeciwstawić się, że nie zakładał zbroi Bożej - bo sam o tym zaświadczał. Myślę jednak, że jego przykład i zastanowienie się nad życiem jego i jego rodziny może być doskonałą okazją do refleksji nad tym tematem.

12 lutego 2016

Syndrom rajskiej wyspy

Złocista plaża, lekki szum wiatru w gałęziach palm, niewiarygodnie lazurowe morze… – o tak, chcę tutaj zostać… – pewnie niewielu przytrafiło się być w takich pięknych okolicznościach przyrody, natomiast prawie wszystkim zapewne przydarzyło się kiedyś wypowiedzieć takie słowa. O zachodzie słońca nad cichym jeziorem, gdzieś na dzikiej bałtyckiej plaży, na samotnym górskim szczycie, gdzieś jeszcze, gdzie pięknie i spokojnie.
Tęsknimy za takimi miejscami, wydaje się nam, że jesteśmy stworzeni by przebywać właśnie tam, by tak spędzać czas – w spokoju, ciszy, otaczającym pięknie, u boku tych, których kochamy. Ta tęsknota jest przecież Bożym echem w naszych sercach, tęsknimy za pokojem, niczym nie zmąconą radością, miłością, której nic nie może zakłócić. Tak naprawdę tęsknimy za Bogiem, za rajem, w tak niedoskonały i ułomny sposób objawiającym się nam czasami w jakichś zakątkach świata.
Ostatnio myślałem o tym, jak sam kiedyś wypowiadałem wspomniane już słowa. Jezus nie był wtedy moim Panem, żyłem tylko po to by zaspokajać siebie i swój egoizm. A w tym momencie moją zachcianką było pozostać już na zawsze w jakimś Pięknym Miejscu i mieć święty spokój. JA CHCIAŁEM tego i liczył się MÓJ święty spokój.
Wtedy nie znałem jeszcze słów Jezusa, skierowanych do uczniów: Idąc na cały świat, głoście ewangelię wszystkiemu stworzeniu. [Ewangelia Marka 18:15]. Jak miałbym je zrealizować, gdybym pozostał na przysłowiowej rajskiej plaży? Dzisiaj nie wyobrażam sobie już żebym mógł je wypowiedzieć. Byłyby jawną deklaracją nieposłuszeństwa wobec tego, którego uznaję za Mistrza i Pana.
To oczywiste, że potrzebujemy odpoczynku. Nie da się stale funkcjonować na wysokich obrotach, w stresie i zgiełku codzienności. Czasami trzeba po prostu odpocząć. Ale odpoczynek nie może być ucieczką, na pewno nie dla chrześcijanina. Dla chrześcijanina to przede wszystkim Bóg jest ucieczką i siłą (…), Pomocą w utrapieniach najpewniejszą. [Psalm 46:2]; Jedynie w Bogu jest uciszenie duszy mojej, Bo w nim pokładam nadzieję moją! [Psalm 62:2]
Jezus powiedział słowa, których prawdziwość wbrew wszelkiej logice i „racjonalnemu myśleniu” sprawdza się w życiu chrześcijanina: Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam ukojenie [Ewangelia Mateusza 11:28, Biblia Warszawska]. W innych przekładach – odpocznienie, wytchnienie, pokrzepię was.
Zostając na rajskiej plaży „na zawsze” musiałbym skonfrontować się także ze słowami Jezusa kto nie bierze krzyża swego, a idzie za mną, nie jest mnie godzien. Kto stara się zachować życie swoje, straci je, a kto straci życie swoje dla mnie, znajdzie je. [Mateusza 10:38–39] A przecież po to chciałbym tam zostać, by już więcej nie musieć brać na siebie krzyża i ocalić swoje życie przed wszystkimi trudami.
Niewesoło zaczyna wyglądać ten „rajski” krajobraz. Wszystko wskazuje na to, że zostałbym tam nie „na zawsze” ale może do śmierci. Dalej o rajskim krajobrazie nie ma chyba co marzyć, wszystko wskazuje na to, że wręcz przeciwnie…
Tak naprawdę opisana sytuacja, z pozoru wręcz niewinna jest sprawdzianem wiary. Albo egoizm albo posłuszeństwo. Albo moje JA, albo zapieranie się go, niesienie ewangelii i krzyża. Albo „rajska wyspa” albo Raj.

7 lutego 2016

Wybrukowane piekło

Postać Piłata intrygowała mnie od dawna. Pamiętam, że już w pierwszych klasach podstawówki podczas świątecznych jasełek zastanawiało mnie jego umywanie rąk i próby obrony Jezusa przed Żydami. Budził wtedy moją sympatię, podsycaną w pewien sposób przez siostrę zakonną uczącą nas religii. Potem przez wiele lat zarówno Piłat jak i sam Jezus nie pochłaniali moich myśli.
Dopiero kiedy zacząłem czytać Słowo Boże Jezus stał się dla mnie żywy i zrozumiałem, że taki jest naprawdę. Postać Piłata jak i wszystkie inne towarzyszące w ten czy inny sposób Jezusowi w drodze na krzyż nabrały nowych wymiarów. Namiestnik Judei przestał też być postacią budzącą sympatię. Niedawno napotkałem na wyniki pewnej ankiety socjologicznej, w której pytano Polaków o stosunek do postaci Nowego Testamentu. Piłat zebrał chyba największy odsetek sympatyków, nie zabrakło też takich, którzy deklarowali pewność tego, że trafił do nieba.
Ja przestałem być fanem Piłata wraz z nawróceniem. Zrozumiałem, że Piłat jest postacią tragiczną, reprezentującą większość ludzkości, mającą gdzieś w głębi duszy pokłady dobra, które niestety nie ma szans na przybranie realnych kształtów w działaniu.
Piłat był zaintrygowany Jezusem, niepokoiły go Jego słowa. Oczywiście nie uwierzył, że Jezus był Synem Bożym, ale rozumiał, że „coś jest na rzeczy” i bezpieczniej będzie dać sobie z Nim spokój. Odtąd Piłat starał się wypuścić go, ale Żydzi krzyczeli głośno: Jeśli tego wypuścisz, nie jesteś przyjacielem cesarza; każdy bowiem, który się królem czyni, sprzeciwia się cesarzowi. Piłat tedy, usłyszawszy te słowa, wyprowadził Jezusa na zewnątrz i zasiadł na krześle sędziowskim, na miejscu, zwanym Kamienny Bruk, a po hebrajsku Gabbata. [Ewangelia Jana 18:12–13] No właśnie, wszystkiemu winne te niepotrzebne komplikacje i naciski. Podejrzewam, że gdyby władza Piłata była rozleglejsza uwolniłby Jezusa. Ale musiał liczyć się ze swoimi zwierzchnikami a Żydzi go tą podległością sprytnie szantażowali. Jak byłoby cudownie prosto gdyby cesarza nie było. Wtedy cała sprawa mogłaby skończyć się na tych słowach: Piłat zaś rzekł do arcykapłanów i do tłumów: Żadnej winy w tym człowieku nie znajduję. [Ewangelia Łukasza 23:4]
Ale się nie skończyła. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że Jezus musiał umrzeć dla naszego zbawienia. Wierzę też, że Piłat miał w boskim planie do odegrania bardzo ważną rolę. Dzisiaj na jego przykładzie możemy się bardzo wiele nauczyć. Tego jak wielką siłą jest strach przed utratą władzy, prestiżu, stanowiska, pieniędzy, uznania, świętego spokoju… To niesamowite jak te wszystkie rzeczy przeważają, choćby na przeciwnej szali wagi znalazło się czyjeś życie. Ale tak naprawdę na wadze znajduje się z jednej strony to co NASZE, z drugiej to co CUDZE. NASZE zawsze jest ważniejsze, przeważa.
Piłat obmył ręce w rytualnym geście i zapewne pragnął już żeby ten dzień się skończył. Jutro zapomni o Judejczyku, wieczorem napije się dobrego wina, każe sobie zrobić masaż. Ale czy zapomniał? Nie sądzę, tak naprawdę Piłat był wrażliwym, ale i słabym człowiekiem. Miał dobre chęci, te, którymi wybrukowane jest piekło. Jego piekło zaczęło się tego dnia, sumienie nie dało mu już zapewne spokoju.
Jezus umarł także po to by ci, którzy w Niego uwierzą i zostaną obdarowani Duchem Świętym już nie musieli zasłaniać się dobrymi chęciami. On daje moc stanięcia po właściwej stronie, dokonania właściwej oceny ciężaru szal na wadze. Od tej chwili dla każdego chrześcijanina jasne jest, że dobro bliźniego zawsze przeważa. Że wybieramy Jezusa.

23 stycznia 2016

Zabiegi okulistyczne

Co jakiś czas dobiega mnie z internetowych forów, mediów społecznościowych, rzadziej pojawiający się w dyskusjach prowadzonych „na żywo” dramatyczny okrzyk „Nie sądźcie!”. Rzadziej, bo jestem świadkiem czy uczestniczę niemal wyłącznie w dyskusjach chrześcijan, znających Słowo Boże i wiedzących o tym, że sądzić (a właściwie rozsądzać) mamy jako chrześcijanie wręcz obowiązek.
Ci, dla których ostatecznym argumentem w dyskusjach jest przywołanie słów Jezusa, wzywającego by nie sądzić, często przywołują następny fragment o konieczności wyjęcia belki z własnego oka. Przeważnie cytują też tę wypowiedź „z pamięci” czyli tak jak im się wydaje, że brzmi (tzn. jak powinna brzmieć według nich). A powinna brzmieć tak: nie wolno nikogo osądzać, bo ten kto osądza dowodzi tym samym, że w jego oku tkwi belka, nie pozwalająca mu trafnie ocenić sytuacji. Czyżbym Tylko ja spotykał się najczęściej z taką interpretacją? Nie sądzę.
A co naprawdę powiedział Jezus? Niedawno ponownie wczytałem się w te słowa i przyznam, że poczułem się jakbym czytał je po raz pierwszy. Czy tak wielkie oddziaływanie mają na nas stereotypy, powtarzane do znudzenia? A może raczej to Słowo Boże ma moc ciągłego przemawiania na nowo do serc tych, którzy szukają w Nim prawdy?
Jezus powiedział zatem: Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Albowiem jakim sądem sądzicie, takim was osądzą, i jaką miarą mierzycie, taką i wam odmierzą. A czemu widzisz źdźbło w oku brata swego, a belki w oku swoim nie dostrzegasz? Albo jak powiesz bratu swemu: Pozwól, że wyjmę źdźbło z oka twego, a oto belka jest w oku twoim?, ale zaraz dodał Obłudniku, wyjmij najpierw belkę z oka swego, a wtedy przejrzysz, aby wyjąć źdźbło z oka brata swego - Ewangelia Mateusza 7:1-5.
Nasz Pan nie nakazał swoim uczniom poprawnego politycznie unikania niewygodnych tematów. Nie wzywał do przymykania oczu na błędy i niewłaściwe patrzenie na świat (to jest skutkiem owego źdźbła w oku). Cały sens Jego nauczania polegał na właściwej kolejności postępowania. Najpierw powinniśmy zbadać siebie i sprawdzić, czy my sami nie mamy czasem spojrzenia skażonego jakimś błędem, jakimś „obcym ciałem”. Operacja wyjmowania takiego obiekty z czyjegoś oka, podczas gdy sam przeprowadzający zabieg ma spore kłopoty z widzeniem, może skończyć się tragicznie. Oczywiście Jezus mówił o wierze, o patrzeniu na sprawy duchowe a nie o wyrokowaniu czy zbiera się na deszcz.
Jak zbadać czy sami nie mamy w oku belki, uniemożliwiającej nam właściwe patrzenie na sprawy duchowe? Jeżeli chcemy wyjąć sobie z oka jakieś obce ciało to albo prosimy o pomoc kogoś bliskiego, do którego mam pełne zaufanie albo siadamy przed lustrem. Bracia i siostry, ci, o których wiemy, że chodzą na co dzień z Bogiem są dla nas niezawodną pomocą w identyfikowaniu naszych błędów i wiemy, że zawsze zrobią to z miłością. Ale musimy także usiąść przed lustrem Słowa Bożego, przejrzeć się w nim, zbadać naszą kondycję. Jeżeli jest OK to teraz najwyższy czas pomóc bratu, któremu do oka wpadło źdźbło. I nie wolno zwlekać.

12 grudnia 2015

Nieposłuszeństwo?

Niedawno ponownie zastanowiła mnie postawa Józefa, gdy dowiedział się o tym, że jego narzeczona spodziewa się dziecka. Pobożny Żyd, a takim z pewnością był Józef, powinien kierować się we wszystkim Prawem objawionym Mojżeszowi, stosując się bezwzględnie do spisanych przez niego zasad. W tym kontekście sytuacja była jasna – było oczywiste (w ludzkim rozumieniu i doświadczeniu), że Maria nie była dziewicą i skutek mógł być tylko jeden – ukamienowanie dziewczyny przy drzwiach domu jej ojca (patrz 5 Księga Mojżeszowa rozdz. 22). W rozumieniu Prawa tak powinien postąpić sprawiedliwy, wierny wyznawca Jahwe, wypełniający Słowo, wierzący, że jest Ono jedynym, najlepszym nakazem Boga.
No tak, ale dlaczego w takim razie w Ewangelii Mateusza [1:19] czytamy: Józef, mąż jej, ponieważ był człowiekiem prawym (będąc sprawiedliwym – Biblia Warszawska) i nie chciał jej zniesławiać publicznie, postanowił oddalić ją od siebie po kryjomu. (Biblia Tysiąclecia). Prawy, sprawiedliwy Żyd i nie stosuje się do Prawa?? Jak to pogodzić?
Podobną sytuację widzimy w Ewangelii Jana. Tym razem bierze w niej udział sam Jezus. Potem uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili kobietę przyłapaną na cudzołóstwie, postawili ją pośrodku i rzekli do niego: Nauczycielu, tę oto kobietę przyłapano na jawnym cudzołóstwie. A Mojżesz w zakonie kazał nam takie kamienować. Ty zaś co mówisz? A to mówili, kusząc go, by mieć powód do oskarżenia go. [Ewangelia Jana 8:3–6] Prawo było nienaruszalne a sytuacja oczywista. A jednak Jezus postąpił w sposób, który znamy pewnie wszyscy – odwołał się do sumień oskarżycieli. A potem podniósłszy się i nie widząc nikogo, tylko kobietę, rzekł jej: Kobieto! Gdzież są ci, co cię oskarżali? Nikt cię nie potępił? A ona odpowiedziała: Nikt, Panie! Wtedy rzekł Jezus: I Ja cię nie potępiam: Idź i odtąd już nie grzesz. [Ewangelia Jana 8:10–11] Oczywiście kluczowe jest tu ostatnie wezwanie Jezusa, tak chętnie pomijane przez zwolenników patrzenia na Pana, który „nie oceniał” ale to inny temat.
Jan nie kończy jednak na tym tej historii, choć tak zwykliśmy sądzić. Następne zdanie sugeruje, że Jezus nie zakończył tu swojej wypowiedzi, ale zwrócił się zaraz potem do tych, którzy przyprowadzili do niego kobietę: A Jezus znowu przemówił do nich tymi słowy: Ja jestem światłością świata; kto idzie za mną, nie będzie chodził w ciemności, ale będzie miał światłość żywota. Dzisiaj odczytałem tę historię na nowo w taki właśnie sposób i wydaje mi się, że wyjaśnia to nie tylko tę sytuację ale także sposób zachowania Józefa trzydzieści lat wcześniej.
Ten kto chodzi w ciemności musi zdawać się na przewodnika (jeżeli ma szczęście go znaleźć). Takim przewodnikiem było Prawo. Zanim zaś przyszła wiara, byliśmy wspólnie zamknięci i trzymani pod strażą zakonu, dopóki wiara nie została objawiona. Tak więc zakon był naszym przewodnikiem do Chrystusa, abyśmy z wiary zostali usprawiedliwieni. A gdy przyszła wiara, już nie jesteśmy pod opieką przewodnika. [List Pawła do Galacjan 3:23–25]
A kiedy On, Duch prawdy, przyjdzie, będzie waszym przewodnikiem w drodze do pełnej prawdy. [Ewangelia Jana 16:13 – Biblia Poznańska] Dzięki Bogu za Ducha Świętego, który pokierował Józefem w jego decyzji.
Zachowanie Józefa i postawa Jezusa, pozornie przeciwne woli Bożej (w rozumieniu czcicieli litery, nie ducha) każą mi dzisiaj zastanowić się nad zachowaniem wielu gorliwych chrześcijan tak łatwo radykalnie osądzających innych i bezbłędnie przywołujących wtedy adekwatne wersety ze Słowa Bożego. Jakiego Przewodnika mają?

18 października 2015

Pokój furii

Niedawno media doniosły o otwarciu w Łodzi lokalu, nazwanego „Pokojem furii”. Jedna z telewizji poświęciła nawet sporo czasu antenowego by pokazać ze szczegółami wyposażenie tego pokoju, które można do woli niszczyć w czasie półgodzinnego seansu. Na taki właśnie czas można wynająć pokój i szaleć w nim do woli. Dziennikarze rozpływali się w zachwytach nad pomysłem, fantazjując już na temat tworzenia podobnych lokali np. w siedzibach korporacji, gdzie pracownicy mogliby odreagować ciężki dzień w pracy przynosząc do pokoju furii podobizny swoich szefów. Tak to spełniła się prorocza wizja „wyszalni” (od „wyszaleć się”), opisanej przez Stanisława Lema w opowiadaniu „Kongres futurologiczny” (1971), instytucji stworzonej w odległej międzygwiezdnej cywilizacji w 2039.
Dlaczego zaistniało zapotrzebowanie społeczne na coś takiego jak „pokój furii”? Jego twórcy doskonale wyczuli jak wielki poziom agresji, złości i frustracji ukryty jest pod uśmiechniętą maską spokojnego obywatela. „Pokój furii” nie narzeka na brak zainteresowania. Czy to jednak normalne, że w człowieku znajdują się tak ogromne pokłady złości? Psychologowie odpowiedzieliby zapewne, że oczywiście tak, że każdy człowiek tak funkcjonuje, że nie należy tłumić agresji itp.
Ludzie, którzy narodzili się na nowo z Boga wiedzą, że to nieprawda. Większość z narodzonych na nowo chrześcijan żyła w podobny sposób. Bo i my byliśmy niegdyś nierozumni, niesforni, błądzący, poddani pożądliwości i rozmaitym rozkoszom, żyjący w złości i zazdrości, znienawidzeni i nienawidzący siebie nawzajem. [List do Tytusa 3:3] ; Niegdyś i wy postępowaliście podobnie, [...] ale teraz odrzućcie i wy to wszystko: gniew, zapalczywość, złość, bluźnierstwo i nieprzyzwoite słowa z ust waszych; nie okłamujcie się nawzajem, skoro zewlekliście z siebie starego człowieka wraz z uczynkami jego [Kolosan 3:7-9] (zobacz też 1 list Piotra 2:1);
Złość i agresja to wynik życia bez Boga, bez Bożego pokoju. Tej złości nie można wyrzucić z siebie w najdoskonalszym pokoju furii czy nawet wyszalni (a tam były nawet hologramy i inne cuda). Złość odradza się dopóki duch nie odnajdzie prawdziwego źródła frustracji a jest nią brak pokoju z Bogiem. Jedynie w Bogu jest uciszenie duszy mojej, od niego jest zbawienie moje. [Psalm 62:2]
Można nakładać najdoskonalsze maski ale w końcu w jakimś ukrytym dobrze pokoju furii prawda serca wychodzi na jaw w brutalny sposób. Jakże wy możecie mówić dobrze, skoro źli jesteście? Przecież z obfitości serca usta mówią. [Ewangelia Mateusza 12:34]; Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobro, a zły człowiek ze złego skarbca wydobywa zło. [Ewangelia Łukasza 6:45]
Jak nie znaleźć się gronie klientów „pokoju furii”? Jedyną receptą jest odzyskanie prawdziwego pokoju, który zapewnia wyłącznie Jezus. Przez wiarę, że Jego śmierć zgładziła nasze grzechy pokój mamy z Bogiem przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa, dzięki któremu też mamy dostęp przez wiarę do tej łaski, w której stoimy, i chlubimy się nadzieją chwały Bożej [List apostoła Pawła do Rzymian 5:1–2]
Wam to Bóg najpierw, wzbudziwszy Syna swego, posłał go, aby wam błogosławił, odwracając każdego z was od złości waszych. [Dzieje Apostolskie 3:26]

29 września 2015

Jaka dobra nowina??

Ewangelia oznacza po prostu dobrą nowinę. Wie o tym większość ludzi, którzy mieli kiedykolwiek do czynienia z Pismem Świętym. Ale czy jest to równoznaczne z tym, że wiemy także na czym ta dobra nowina polega? Ja, mimo wychowania w tzw. chrześcijańskiej rodzinie nie wiedziałem tego.
Dopiero kiedy sam zacząłem czytać Biblię, wgłębiać się w Nią z modlitwą analizując słowa Jezusa zrozumiałem, że naprawdę mam do czynienia z dobrą nowiną. Polega ona przede wszystkim na tym, że już nie muszę starać się zapracowywać na Boże uznanie i łagodny wyrok. Jeżeli jego uzyskanie polegałoby na spełnianiu 613 przykazań określonych w Starym Testamencie to nigdy nie byłbym w stanie tego zrobić, podobnie jak nikt tego nie potrafił przed Jezusem. Mimo, że pragnąłbym Boga i marzyłbym o spędzeniu z Nim wieczności nie byłoby to absolutnie możliwe. Bo …człowiek zostaje usprawiedliwiony nie z uczynków zakonu, a tylko przez wiarę w Chrystusa Jezusa, i myśmy w Chrystusa Jezusa uwierzyli, abyśmy zostali usprawiedliwieni z wiary w Chrystusa, a nie z uczynków zakonu, ponieważ z uczynków zakonu nie będzie usprawiedliwiony żaden człowiek – pisał apostoł Paweł w liście do Galacjan (2:16). Czytamy o tym także w Liście do Rzymian (3:19-22): A wiemy, że wszystko, co mówi Prawo, mówi do tych, którzy podlegają Prawu. I stąd każde usta muszą zamilknąć i cały świat musi się uznać winnym wobec Boga, jako że dzięki uczynkom wymaganym przez Prawo żaden człowiek nie może dostąpić usprawiedliwienia w Jego oczach. Przez Prawo bowiem jest tylko większa znajomość grzechu. Ale teraz jawną się stała sprawiedliwość Boża niezależna od Prawa, poświadczona przez Prawo i Proroków. Jest to sprawiedliwość Boża [dostępna] przez wiarę w Jezusa Chrystusa dla wszystkich, którzy wierzą (cytat z tłumaczenia Biblii Tysiąclecia).
Teraz wystarczy już tylko uwierzyć w Jezusa Chrystusa i naśladować Go. Sam Jezus zapewniał o tym: Kto wierzy w Syna, ma żywot wieczny, kto zaś nie słucha Syna [nie jest posłuszny], nie ujrzy żywota, lecz gniew Boży ciąży na nim (Ewangelia Jana 3:36) i Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, kto słucha słowa mego i wierzy temu, który mnie posłał, ma żywot wieczny i nie stanie przed sądem, lecz przeszedł ze śmierci do żywota (Ewangelia Jana 5:24).
Jezus uzdalnia człowieka, który podjął decyzję bycia Jego uczniem, do uświęcania się, do bycia świętym. Sami nigdy nie moglibyśmy tego osiągnąć, jest to możliwe tylko dzięki Duchowi Świętemu. Nie poprzez wysiłki wypełniania nakazów i zakazów. Jezus daje nam pragnienie i moc by je wypełniać, ale już nie to jest warunkiem zbawienia. Na tym bowiem polega miłość ku Bogu, że się przestrzega przykazań jego, a przykazania jego nie są uciążliwe (Pierwszy list Jana 5:3) - pisałem o tym jakiś czas temu. Czy to nie jest dobra nowina?
Dla mnie jako Polaka, podobnie jak dla wszystkich ludzi nie będących Żydami Dobra Nowina ma jeszcze inny wymiar. Przez ofiarę Jezusa Bóg rozszerzył swą łaskę na wszystkie narody, co zapowiadał w Starym Testamencie. Bez tego nie miałbym nie tylko większych szans na poznanie Go ale także musiałbym ewentualnie stać się niewolnikiem Prawa. Dzięki Jego łasce mogłem poznać Prawdę i jednocześnie mieć wolność w Jezusie. Z dylematem co począć z masowo nawracającymi się poganami zmagali się apostołowie. Czy nakazać im przestrzeganie starostestamentowych przykazań, które były przecież nadane tylko Izraelitom? Ostatecznie postanowili Duch Święty i my, by nie nakładać na was żadnego innego ciężaru oprócz następujących rzeczy niezbędnych: wstrzymywać się od mięsa ofiarowanego bałwanom, od krwi, od tego, co zadławione, i od nierządu; jeśli się tych rzeczy wystrzegać będziecie, dobrze uczynicie. Bywajcie zdrowi. A gdy wysłańcy przyszli do Antiochii, zgromadzili zbór i oddali list. A gdy go przeczytali, uradowali się jego zachęcającą treścią (Dzieje Apostolskie 15:28-31).
Ja też wciąż na nowo cieszę się z tej łaski Dobrej Nowiny. Coraz bardziej przekonuję się, że o prawdziwym uwierzeniu w Dobrą Nowinę i jej właściwym zrozumieniu świadczy właśnie ta radość.